-Pobudka Logan!Wstawaj!-krzyknęła stojąca nad łóżkiem niskiego mężczyzny z brodą, kobieta o czarnej karnacji, była to to zapewne Storm, bo emocje to miała wybuchowe.
-Co się stało?-spytał Logan wstając w Białych w gaciach z łóżka i idąc do szafy po jakieś ubrania
-Spóźnisz się na lekcje, to się stało, pośpiesz się do cholery!-krzyknęła Storm raz jeszcze
-Dobra, daj się tylko ubrać i zjeść-powiedział
-Nie ma czasu na jedzenie, łap kanapkę i leć na salę!-krzyknęła i rzuciła mu kanapkę gdy ten zapinał spodnie.
-Dzięki-powiedział Logan po czym nałożył Biały podkoszulek i z biegiem wybiegł z sypialni, po drodze odwijając kanapkę i smakując się swym śniadaniem, po chwili już równo o godzinie 8.00, Logan był pod klasą. Po chwili otworzył drzwi a w klasie czekała jego nieliczna grupka uczniów, bo było ich zaledwie dziewięcioro.
-Cześć, dzieciarnio-powiedział Logan po czym wziął kredę i zaczął pisać temat na tablicy-Dziś zajmiemy się Historią Mutantów czyli naszym pierwszym działem, a pierwszym tematem z tego działu będzie pierwotny składa X-men. Logan napisał na tablicy pięć nazwisk.
-Dzieci kojarzycie te nazwiska?-spytał
-Tak!-odkrzyknęły po czym jeden z uczniów umiejący się rozciągać i mający na imię Sam powiedział- Przecież to Cyklop, Beast, Marvel Girl, Iceman i Angel.
-Zgadza się, to oni-powiedział Logan-a wiecie o nich coś więcej?czy mam wam coś o nich opowiedzieć?
-Możesz opowiedzieć...-powiedziała Natasza,umiejąca rozpływać się w powietrzu
-No To opowiem... wam.. o. ich pierwszej misji o tym jak musieli zmierzyć się z Magneto.
To było niedługo potem jak Jean Grey dołączyła do ekipy i stała się Marvel Girl. Misja ta miała na celu powstrzymanie dawnego przyjaciela Charlesa Xaviera-Ericka przed zniszczeniem czegoś tam, nie pamiętam.-powiedział Logan
-Poważnie...?chce pan nas czegoś nauczyć-spytał żartobliwie komik klasy Ribo, posiadający zdolności podobne do Cyklopa.
-Tak...chcę-odparł
-No to niech się pan postara-odparł Ribo
-Dobra wrócimy jednak do tematu-powiedział Logan-Macie na tablicy te nazwiska i zanim zaczniemy dalszą część lekcji, chciałbym was poprosić o napisanie krótkiego wypracowanie na temat jednej z tych osób, ja w tym czasie muszę na chwilę wyjść-powiedział Logan i opuścił salę, kierując się w stronę pokoju dyrektora placówki czyli Charlesa Xaviera
-Cześć,Logan-przywiał go na wejściu staruszek siedzący na wózku bez ani jednego włosa ni na głowie ni na twarzy.
-Cześć, możesz mi pomóc z temat pracy domowej dla uczniów?-spytał
-Mogę,zadaj im by przeczytali na jutro ,,Avengers vs X-men'' i opowiedzieli dlaczego do tego doszło.
-Dzięki-Powiedział Logan i wrócił do klasy, a tam...zobaczył istny bajzer. na tablicy ani jednej kredy.
-Gdzie kreda!?-spytał
-Ona ją ma!-odrzekł mutant w okularach Harry, posiadający moce w stylu Jean Grey
-Masz kredę Lola...to ją oddają-powiedział Logan po czym odebrał jej kredę i zebrał pracę od tych co napisali, a tym co nie wstawił jedynki do dziennika.
-Dobra, tera pora na PD i hop na następną lekcje-Logan napisał na tablicy temat pracy domowej po czym powiedział-Na jutro, pamiętać, bo będą kosy.
Po skończonej lekcji opuścił klasę i wyszedł na dwór. Usiadł sobie na trawie i zaczął myślę na tematy bliżej nie określone dla szkoły, by były to tematy jego trudnego dzieciństwa.
...................................................................................................................................................................
Logan urodził się w Kanadzie jako James Howllet. Mieszkał w dobrym domu z rodzicami i bratem Victorem, który później stał się Sabrothowem. Pewnego razu odkrył swoje zdolności, przestraszył się i uciekł w las, by się powiesić, gdyż wiedział, że mutanci są tępieni, a tym bardziej w roku 1813.
Tak więc 13 letni chłopiec wraz ze sznurem próbował się powiesić. na szczęście jego rodzicie nie pozwolili mu na to i zabrali go do domu, po czym nieźle zlali go pasem po dupie za tak głupie pomysły. Gdy James dorósł, opuścił swój rodzinny dom i ożenił się z piękną kobietą z którą zamierzał żyć długo i szczęśliwie...ale jak to w życiu bywa nie wszystko układa się bo dobrym torze.
sobota, 5 września 2015
wtorek, 25 sierpnia 2015
PUNISHER VS DEADPOOL#1
Franklin Castle właśnie opuszczał swoje mieszkanie, gdy zauważył na swoich drzwiach małą żółtą karteczkę z napisem ,,Dziś o 12.00 w centrum miasta''.Franklin zerwał kartkę i schował do kieszeni po czym poszedł do pracy. Pracował on jako listonosz. Ludzie go bardzo lubili, zresztą był miły.
Po pracy, bo szybko się dziś wyrobił ruszył do centrum był przed 12.00. Poczekał chwilę na pobliskiej ławce, po czym zobaczył jak z niedaleka biegnie jakiś facet w czerwonej bluzie,z kapturem i z poparzoną twarzą
-Franklin, to ty?-spytał i popatrzył się na faceta siedzącego na ławce
-Ta...To ja-odparł-czego chcesz?-grzecznie spytał
-ZEMSTY-odparł i ściągnął kaptur-pamiętasz mnie?
-Nie...-odparł-nie pamiętam
-Nie pamiętasz mnie?...nie pamiętasz Wade Wilsona?
Nagle Franklin wszystko sobie przypomniał. Dzień jak co dzień to było przed śmiercią jego rodziny, długo się z tym godził jak ich stracił, a Wade teraz mu to przypomniał. Tak jak wtedy wyszedł do pracy, wtedy jednak procował w warsztacie samochodowym, wraz ze swym partnerem Wadem, To właśnie tego dnia w warsztacie wybuchał pożar, Franklin nie był za niego a ni trochę winien, ale to właśnie z tego powodu Wade miał to bliznę, Dzień później jego rodzina już nie żyła. Zbieg okoliczności, ktoś po prostu za tym stał, ale weź jemu wytłumacz
-No i co sugerujesz?-spytał Franklin
-Walkę, wygrasz dam ci spokój, przegrasz to cię zabiję-odparł
-Czyli rozumiem że mam cię zabić? Tak?-spytał Franklin
-A jak sądzisz?-spytał Wade po czym odwrócił się na pięcie i pobiegł dalej-JUTRO O 18 TUTAJ!-krzyknął i zniknął Franklinowi z oczów. Franklin ruszył do domu przygotować się do jutrzejszej bitwy. Wade w tym czasie pobiegł do siebie i wszedł do domu. Nałożył on na twarz swoją maskę i usiadł na fotelu wyciągnął pistolet ze spodni i zaczął robić dziury w ścianie, po czym zjadł kolację i obiad i poszedł na popołudniową drzemkę. Franklin w tym czasie wyciągał z tajnej skrywki swoje broni, by jak za dawnych lat znowu stać się PUNISHEREM. Minął dzień, wybiła 18.00, Punisher ruszył na miejsce boju, na miejscu stał już Wade jak DEADPOOL. Popatrzyli się po sobie i wyciągneli bronię karabiny i zaczęła się strzelanina Punisher schował się za kamiennym murkiem i strzelał dalej, kule przedziurawiały Deadpoola, ale nic mu nie robiły, po chwili Deadpoolowi skończyły się kule i usiadł na ławce , by przeładować. W tej chwili Punisher rzucił się na niego z nożem i obciął głowę, po czym ruszył przed siebie do domu. Nie wiedząc jednak, że Deadpool żyję i trzyma się nieźle. Punisher prze całą drogę do domu był śledzony, przez swojego przeciwnika po tym jak wszedł do mieszkania,umył i się przebrał stając się na nowo Franklinem Castle, Deadpool wdarł się tam ze swoimi minami...
Koniec Części Pierwszej
Pozdrawiam
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Daredevil#4
Bohater przestał pracować już sam, teraz u jego boku stanął jego pomocnik szesnastoletni chłopak o pseudonimie Spiderman, Razem z nim rozpoczął nowe treningi by wytrenować go na swojego zastępce, jakby musiał odejść od swojego zajęcia. Na parę dni Mateusz zwolnił się z pracy by pomóc swojemu uczniowi wszystkiego się dobrze nauczyć, każdy trening był intensywny, Mateusz nie pozwolił niczego olewać i w końcu paru dniach ciężkich treningów Daredevil i jego uczeń ruszyli na miasto szukać sprawiedliwości. Daredevil wiedział, że jeszcze nie są gotowi by powstrzymać Olbrzyma zwanego jak Kingpin więc poszukali czegoś lżejszego.Ruszyli więc w stronę doków by posprawdzać czy nic się tam nie dzieję i nic o dziwo się nie działo, potem ruszyli w stronę domu Kingpina wiedzieli, że może i nie są gotów, ale w końcu musieli go powstrzymać więc ruszyli w stronę jego mieszkania. Daredevil wraz ze Spidermanem po cichu weszli do środka i ściągneli straż Kingpina po czym ruszyli w stronę jego sypialni
-Czego ty tu znowu chcesz?-spytał wchodząc do swojej sypialni Kingpin
-Sprawiedliwości-odrzekł Daredevil i rzucił się na przeciwnika, ten długo nie czekał i złapał go ponownie za szyję po czym wyrzucił przez okno
-Potem się wymieni-stwierdził Olbrzym i popatrzył na dzieciaka-a ty tu czego?
-Tego samego co on, ale ja sę chyba już pójdę...-powiedział Spiederman i chciał już wyjść, gdy Kingpin go złapał i przywiązał do krzesła
-Będziesz tu siedział, dopóki ja nie zabiję tego gnojka i nie zajmę się tobą-powiedział Kingpin i wyszedł na zewnątrz zająć się Daredevilem. Długo go nie szukał bo znalazł go w krzakach. Rzucił się on na niego i zaczął bić pięściami dopóki ten nie stracił przytomności i nie zemdlał, Kingpin sprowadził tu jednego ze swoich poddanych i nakazał mu wywieźć Diabła do lasu i zakopać. Tak też zrobił jego poddany i po chwili Daredevil leżał po ziemię, Chwilę potem się ocknął i nie mógł się ruszyć, Zaczął krzyczeć, Nikt go jednak nie usłyszał, Chociaż nie,ktoś go usłyszał, bo przecież się stamtąd wydostał, ale kto, pozostaję tajemnicą i należy tylko snuć spekulację. Daredevil ponowni wrócił do domu Kingpina i tym razem wziął go z nienacka i próbował zabić, ale i to się nie udało, Po cholerę on tu wogle przychodził. To właśnie przez niego zginie teraz ten młody chłopak. Po cholerę on go w to wplątywał. Daredevil wiedział że nie ma szans z Kingpinem i odszedł wiedział, że robi źle pozostawiając tu swojego ucznia i że on kiedyś może chcieć się za to zemścić. Daredevil zgorzkniały powrócił do domu, a tam czekała już na niego Policja-dlaczego?zapewne za napaść.
Daredevil poddał się i dał zakuć w kajdany po czym ruszył wraz z policją w stronę więzienia i tak kończy się historia Diabła Stróż, który chciał tylko pomóc...tylko pomóc.
Czy chcecie kontynuację? piszcie w komentarzach
Pozdrawiam
-Czego ty tu znowu chcesz?-spytał wchodząc do swojej sypialni Kingpin
-Sprawiedliwości-odrzekł Daredevil i rzucił się na przeciwnika, ten długo nie czekał i złapał go ponownie za szyję po czym wyrzucił przez okno
-Potem się wymieni-stwierdził Olbrzym i popatrzył na dzieciaka-a ty tu czego?
-Tego samego co on, ale ja sę chyba już pójdę...-powiedział Spiederman i chciał już wyjść, gdy Kingpin go złapał i przywiązał do krzesła
-Będziesz tu siedział, dopóki ja nie zabiję tego gnojka i nie zajmę się tobą-powiedział Kingpin i wyszedł na zewnątrz zająć się Daredevilem. Długo go nie szukał bo znalazł go w krzakach. Rzucił się on na niego i zaczął bić pięściami dopóki ten nie stracił przytomności i nie zemdlał, Kingpin sprowadził tu jednego ze swoich poddanych i nakazał mu wywieźć Diabła do lasu i zakopać. Tak też zrobił jego poddany i po chwili Daredevil leżał po ziemię, Chwilę potem się ocknął i nie mógł się ruszyć, Zaczął krzyczeć, Nikt go jednak nie usłyszał, Chociaż nie,ktoś go usłyszał, bo przecież się stamtąd wydostał, ale kto, pozostaję tajemnicą i należy tylko snuć spekulację. Daredevil ponowni wrócił do domu Kingpina i tym razem wziął go z nienacka i próbował zabić, ale i to się nie udało, Po cholerę on tu wogle przychodził. To właśnie przez niego zginie teraz ten młody chłopak. Po cholerę on go w to wplątywał. Daredevil wiedział że nie ma szans z Kingpinem i odszedł wiedział, że robi źle pozostawiając tu swojego ucznia i że on kiedyś może chcieć się za to zemścić. Daredevil zgorzkniały powrócił do domu, a tam czekała już na niego Policja-dlaczego?zapewne za napaść.
Daredevil poddał się i dał zakuć w kajdany po czym ruszył wraz z policją w stronę więzienia i tak kończy się historia Diabła Stróż, który chciał tylko pomóc...tylko pomóc.
Czy chcecie kontynuację? piszcie w komentarzach
Pozdrawiam
Daredevil#3
Daredevil pokonał kata i spojrzał na niego, po chwili ściągnął mu maskę i zobaczył że ma jakiś dziwny tatuż na twarzy z dziwnym napisem ,,KINGPING'' po chwili namyślenia, wyszedł z aresztu i powiedział
-Pomogę ci młody, pamiętaj, jutro popołudniu masz sprawę
Daredevil po spotkaniu z młodym wrócił do domu i poszedł spać, musiał się przygotować przecież na jutrzejszą rozprawę.
-O...to już dziś-ziewnął Mateusz i poszedł do kuchni coś zjeść po czym biegiem poleciał na salę rozpraw do sądu najbliższego w Warszawie. Ubrany w czarny garnitur. Obok niego stał młody chłopak, którego wczoraj spotkał w areszcie, był to Piotr Parker.
-Otwieram sprawę-powiedział sędzia i stuknął młotkiem-Ten o to tu młodzieniec został oskarżony o gwałt przez tego tu oto pana Normana Osoborna, proszę oskarżonego o wstanie i wyjaśnienie całego tego zajścia
-Ja nic nie zrobiłem-powiedział Piotr-Osborn chce mnie pogrążyć
-To tyle?- spytał sędzia
-Tak to tyle i więcej nic nie powiem-powiedział Piotr
-Przykro mi ale musi nam powiedzieć pan całą prawdę-powiedział sędzia, więc niech pan ją mówi
-Chciałem uratować jego córkę, a on tak mi się odwdzięcza-powiedział Piotr
-Przed czym?-spytał Sędzia
-Przez jej ojcem,on ją chciał zabić tak samo jak jej matkę-powiedział Parker
-Nie łżyj!-krzyknął Osoborn siedzący po drugiej stronie-zamknij się lepiej i przestań kłamać!
-Proszę się uspokoić panie Osborn-powiedział Sędzia
-To niech on przestanie łżyć-powiedział Osborn i się uciszył
-Może pan kontynuować panie Parker-powiedział sędzia i dopuścił Piotra ponownie do głosu
-I to tyle-powiedział Parker
-Dziękuję za współpracę -powiedział sędzia i spytał się teraz Osborna-A pan co ma do powiedzenia
-A, to że on kłamie i to tyle-powiedział Osborn i wyszedł z sali rozpraw
-No to chyba po sprawię- Stwierdził Mateusz, -nawet nic nie musiałem mówić
Po chwili Osborn przyprowadził na salę swoją córkę
-Niech ona mówi-powiedział i wrócił na miejsce
-Kłamca i Oszust!-krzyknęła i popatrzyła w stronę ojca-KŁAMCA!
-Co?-spytał Osoborn-co ty powiedziałaś?
-Jesteś kłamcą on mnie nie zgwałcił, to ty chciałeś...-powiedziała i się rozpłakała
-Przepraszam panią sędzie ale to własnie widać, że to oskarżyciel jest winowajcą-powiedział Matusz i popatrzył się w stronę Osoborna
Sędzia na chwilę wyszedł z sali po czym powrócił wraz z wyrokiem
-Pan Parker zostaję uniewinniony, a Pan Osoborn oskarżony o Gwałt z karą 10 lat więzienia.
Po chwili Mateusz wyszedł z sali z zadowolonym Piotrem po czym poszli to upić.
Po mocnym alkocholu, Mateusz wyznał mu, że to on jest Daredevilem i że to on był wczoraj u niego w areszcie po czym spytał
-Czy chcesz do mnie dołączyć?
-Oczywiście-odparł Piotr i po chwili wraz z Matuszem udał się do jego domu by wszystkiego się dowiedzieć. Mateusz opowiedział mu wszystko dokładnie i nawet zamówił mu strój, by ten stanął się jego pomocnikiem czyli-Spidermanem
KONIEC CZĘŚĆ 3
Pozdrawiam
-Pomogę ci młody, pamiętaj, jutro popołudniu masz sprawę
Daredevil po spotkaniu z młodym wrócił do domu i poszedł spać, musiał się przygotować przecież na jutrzejszą rozprawę.
-O...to już dziś-ziewnął Mateusz i poszedł do kuchni coś zjeść po czym biegiem poleciał na salę rozpraw do sądu najbliższego w Warszawie. Ubrany w czarny garnitur. Obok niego stał młody chłopak, którego wczoraj spotkał w areszcie, był to Piotr Parker.
-Otwieram sprawę-powiedział sędzia i stuknął młotkiem-Ten o to tu młodzieniec został oskarżony o gwałt przez tego tu oto pana Normana Osoborna, proszę oskarżonego o wstanie i wyjaśnienie całego tego zajścia
-Ja nic nie zrobiłem-powiedział Piotr-Osborn chce mnie pogrążyć
-To tyle?- spytał sędzia
-Tak to tyle i więcej nic nie powiem-powiedział Piotr
-Przykro mi ale musi nam powiedzieć pan całą prawdę-powiedział sędzia, więc niech pan ją mówi
-Chciałem uratować jego córkę, a on tak mi się odwdzięcza-powiedział Piotr
-Przed czym?-spytał Sędzia
-Przez jej ojcem,on ją chciał zabić tak samo jak jej matkę-powiedział Parker
-Nie łżyj!-krzyknął Osoborn siedzący po drugiej stronie-zamknij się lepiej i przestań kłamać!
-Proszę się uspokoić panie Osborn-powiedział Sędzia
-To niech on przestanie łżyć-powiedział Osborn i się uciszył
-Może pan kontynuować panie Parker-powiedział sędzia i dopuścił Piotra ponownie do głosu
-I to tyle-powiedział Parker
-Dziękuję za współpracę -powiedział sędzia i spytał się teraz Osborna-A pan co ma do powiedzenia
-A, to że on kłamie i to tyle-powiedział Osborn i wyszedł z sali rozpraw
-No to chyba po sprawię- Stwierdził Mateusz, -nawet nic nie musiałem mówić
Po chwili Osborn przyprowadził na salę swoją córkę
-Niech ona mówi-powiedział i wrócił na miejsce
-Kłamca i Oszust!-krzyknęła i popatrzyła w stronę ojca-KŁAMCA!
-Co?-spytał Osoborn-co ty powiedziałaś?
-Jesteś kłamcą on mnie nie zgwałcił, to ty chciałeś...-powiedziała i się rozpłakała
-Przepraszam panią sędzie ale to własnie widać, że to oskarżyciel jest winowajcą-powiedział Matusz i popatrzył się w stronę Osoborna
Sędzia na chwilę wyszedł z sali po czym powrócił wraz z wyrokiem
-Pan Parker zostaję uniewinniony, a Pan Osoborn oskarżony o Gwałt z karą 10 lat więzienia.
Po chwili Mateusz wyszedł z sali z zadowolonym Piotrem po czym poszli to upić.
Po mocnym alkocholu, Mateusz wyznał mu, że to on jest Daredevilem i że to on był wczoraj u niego w areszcie po czym spytał
-Czy chcesz do mnie dołączyć?
-Oczywiście-odparł Piotr i po chwili wraz z Matuszem udał się do jego domu by wszystkiego się dowiedzieć. Mateusz opowiedział mu wszystko dokładnie i nawet zamówił mu strój, by ten stanął się jego pomocnikiem czyli-Spidermanem
KONIEC CZĘŚĆ 3
Pozdrawiam
niedziela, 23 sierpnia 2015
Daredevil#2
Daredevil patrzył olbrzymowi prosto w twarz
-Czego, chcesz?-spytał olbrzym
-Wiedzieć czemu zabiliście Pana X-powiedział ostro Diabeł stróż
-Kogo do cholery?-spytał Olbrzym
-Proszę pana, jemu chodzi chyba o...Robackiego-powiedział stojący obok olbrzyma Robert
-O,kogo?-spytał-o tego co Benek zdjął dziś popołudniu?
-Tak, o tego-odparł Robert
-Gdzie tak wogóle jest Benek?-spytał Olbrzym
-Zabił go geniuszu-powiedział Daredevil-ten twój sługus go zabił-powtórzy Diabeł powoli
-Widziałeś, że mówisz?-spytał Olbrzym
-A,jak myślisz?-spytał Daredevil
Olbrzym popatrzył się na Roberta podniósł swoją laskę, i wycelował nią Robertowi w głowę
-Nie będziesz zabijał moich ludzi-powiedział powoli i stanowczo, po czym strzelił mu w głowę
-Wrócimy jednak do ciebie-skierował się znów do Daredevila- Czego żądasz w zamian za zachowanie cieszy?
-Końca mordu-stwierdził Stróż
-Na to nie możesz liczyć-powiedział Olbrzym i złapał Daredevil za szyję-Jeżeli choć piśniesz słowo o mnie to obiecuję, że cię znajdę i zabiję-powiedział Olbrzym i wyrzucił Daredevila, przez okno.
Uliczny heros wpadł w krzaki, po czym ruszył powoli w stronę miasta, wiedząc już, kogo musi zdjąć żeby te miasto mogło żyć w spokoju. Daredevil dotarł do domu, umył się i poszedł spać po czym następnego dnia poszedł do pracy. Do jego i Filiana biura przyszła tym razem jakaś starsza pani,
-Witam Panów-powiedziała i przeszła do sprawy-Ja tu w sprawie mojego siostrzeńca przyszłam -powiedziała-Ciągle gdzieś znika, a dziś policja przyszła i go aresztowała, potrzebuję dobrego adwokata, proszę o pomoc tu cena nie gra roli, zapłacę tyle ile trzeba-powiedział staruszka i popatrzyła się na mężczyzn. Mateusz popatrzył się na Filiana i spytał czy notowała, po czym pomyśleli chwilę co i jak i zgodzili się przyjąć sprawę
-Oczywiście pani pomożemy-powiedział Mateusz
-Bardzo dziękuję-powiedział staruszka i wyciągnęła pudełko z domowymi ciastkami po czym podała je adwokatkom-smacznego i jeszcze raz dziękuję.Po chwili staruszka wyszła z budynku i ruszyła w stronę domu.
-Dlaczego, jej pomagamy?-spytał Filian
-Bo to nasz obowiązek- stwierdził Mateusz i podrapał się po głowię
-Jak ty właściwie rozpoznajesz komu pomóc, a komu nie?-spytał Filian
-Pomagam każdemu czego chcesz?-spytał
-Jesteś niewidomy,a radzisz sobie czasem lepiej od widomego, jak?-spytał Filian
-Po prostu tak już jest-stwierdził Mateusz i wrócił do pracy.
Po godzinach pracy Matusz ruszył na siłownię, by trochę poćwiczyć, po czym po dwudziestej pierwszej ruszył na miasto jako Diabeł Stróż szukać sprawiedliwości. Z tego co się dziś dowiedział od starszej pani, wiedział że musi pomóc chłopcu, wiedział również gdzie się znajduję i tam się udał.
Po chwili był już przy drzwiach aresztu, O dziwo nikt nie pilnował drzwi, więc łatwo było się tam wedrzeć. Obudził on więc chłopak i spytał
-Za co siedzisz, młody?
-Za nic, chciałem pomóc i mam za swoje, a wujek zawsze powiadał...
-Ok, rozumiem przyszedłem ci pomóc tylko bądź uczciwy-Powiedział Daredevil
-W czym?-spytał młody
-Mam parę pytań,-powiedział Stróż i zaczął je zadawać-Dlaczego tu trafiłeś?
-Bo chciałem pomóc mojej dziewczynie
-I...?
-Pomogłem, ale jej ojciec nasłał na mnie gliny i zostałem uznany za gwałciciela, a chciałem tylko pomóc, nic jej nie zrobiłem-powiedział młody
-Coś jeszcze?-spytał Diabeł Stróż
-Tak, ten jej ojciec to morderca-powiedział chłopiec i zamilkł, bo za przybyszem stał właśnie Wysoki facet z siekierą wymierzoną prosto na Daredevila, Kat zamachnął się i już chciał ściągnąć Diabła z powierzchni, gdy ten zrobił unik i kopnął go w plecy...
Koniec część 2
pozdrawiam
-Czego, chcesz?-spytał olbrzym
-Wiedzieć czemu zabiliście Pana X-powiedział ostro Diabeł stróż
-Kogo do cholery?-spytał Olbrzym
-Proszę pana, jemu chodzi chyba o...Robackiego-powiedział stojący obok olbrzyma Robert
-O,kogo?-spytał-o tego co Benek zdjął dziś popołudniu?
-Tak, o tego-odparł Robert
-Gdzie tak wogóle jest Benek?-spytał Olbrzym
-Zabił go geniuszu-powiedział Daredevil-ten twój sługus go zabił-powtórzy Diabeł powoli
-Widziałeś, że mówisz?-spytał Olbrzym
-A,jak myślisz?-spytał Daredevil
Olbrzym popatrzył się na Roberta podniósł swoją laskę, i wycelował nią Robertowi w głowę
-Nie będziesz zabijał moich ludzi-powiedział powoli i stanowczo, po czym strzelił mu w głowę
-Wrócimy jednak do ciebie-skierował się znów do Daredevila- Czego żądasz w zamian za zachowanie cieszy?
-Końca mordu-stwierdził Stróż
-Na to nie możesz liczyć-powiedział Olbrzym i złapał Daredevil za szyję-Jeżeli choć piśniesz słowo o mnie to obiecuję, że cię znajdę i zabiję-powiedział Olbrzym i wyrzucił Daredevila, przez okno.
Uliczny heros wpadł w krzaki, po czym ruszył powoli w stronę miasta, wiedząc już, kogo musi zdjąć żeby te miasto mogło żyć w spokoju. Daredevil dotarł do domu, umył się i poszedł spać po czym następnego dnia poszedł do pracy. Do jego i Filiana biura przyszła tym razem jakaś starsza pani,
-Witam Panów-powiedziała i przeszła do sprawy-Ja tu w sprawie mojego siostrzeńca przyszłam -powiedziała-Ciągle gdzieś znika, a dziś policja przyszła i go aresztowała, potrzebuję dobrego adwokata, proszę o pomoc tu cena nie gra roli, zapłacę tyle ile trzeba-powiedział staruszka i popatrzyła się na mężczyzn. Mateusz popatrzył się na Filiana i spytał czy notowała, po czym pomyśleli chwilę co i jak i zgodzili się przyjąć sprawę
-Oczywiście pani pomożemy-powiedział Mateusz
-Bardzo dziękuję-powiedział staruszka i wyciągnęła pudełko z domowymi ciastkami po czym podała je adwokatkom-smacznego i jeszcze raz dziękuję.Po chwili staruszka wyszła z budynku i ruszyła w stronę domu.
-Dlaczego, jej pomagamy?-spytał Filian
-Bo to nasz obowiązek- stwierdził Mateusz i podrapał się po głowię
-Jak ty właściwie rozpoznajesz komu pomóc, a komu nie?-spytał Filian
-Pomagam każdemu czego chcesz?-spytał
-Jesteś niewidomy,a radzisz sobie czasem lepiej od widomego, jak?-spytał Filian
-Po prostu tak już jest-stwierdził Mateusz i wrócił do pracy.
Po godzinach pracy Matusz ruszył na siłownię, by trochę poćwiczyć, po czym po dwudziestej pierwszej ruszył na miasto jako Diabeł Stróż szukać sprawiedliwości. Z tego co się dziś dowiedział od starszej pani, wiedział że musi pomóc chłopcu, wiedział również gdzie się znajduję i tam się udał.
Po chwili był już przy drzwiach aresztu, O dziwo nikt nie pilnował drzwi, więc łatwo było się tam wedrzeć. Obudził on więc chłopak i spytał
-Za co siedzisz, młody?
-Za nic, chciałem pomóc i mam za swoje, a wujek zawsze powiadał...
-Ok, rozumiem przyszedłem ci pomóc tylko bądź uczciwy-Powiedział Daredevil
-W czym?-spytał młody
-Mam parę pytań,-powiedział Stróż i zaczął je zadawać-Dlaczego tu trafiłeś?
-Bo chciałem pomóc mojej dziewczynie
-I...?
-Pomogłem, ale jej ojciec nasłał na mnie gliny i zostałem uznany za gwałciciela, a chciałem tylko pomóc, nic jej nie zrobiłem-powiedział młody
-Coś jeszcze?-spytał Diabeł Stróż
-Tak, ten jej ojciec to morderca-powiedział chłopiec i zamilkł, bo za przybyszem stał właśnie Wysoki facet z siekierą wymierzoną prosto na Daredevila, Kat zamachnął się i już chciał ściągnąć Diabła z powierzchni, gdy ten zrobił unik i kopnął go w plecy...
Koniec część 2
pozdrawiam
sobota, 22 sierpnia 2015
Daredevil#1
Całkiem Nowa Seria o Diabelskim Strażniku[Do F4, powrócę]
Warszawa, 3 Marca 2016
Adwokat Mateusz właśnie ubierał się do pracy, pod drzwiami czekał jego najlepszy przyjaciel Filian.
-Idziesz Matusz?-spytał Filian
-Idę, Idę-powiedział adwokat, po czym po chwili wraz z przyjacielem wyszedł z domu i zamknął drzwi na klucz. Po chwili Mateusz i Filian byli już w swoim biurze i usiedli za biurkami.
Niedługo później do biura przyszedł pierwszy klient
-Dzień, Dobry-powiedział Klient
-Dobry-odparł Matusz- w czym możemy pomóc?
-Potrzebuję adwokata-odparł klient
-Domyślamy się-powiedział Matusz wraz z Filianem
-Mogę mówić, w jakiej sprawie?-spytał klient
-Po to pan tu przyszedł, niech pan mówi-powiedział adwokat
-Ktoś zabił moją żonę, a ludzie mnie oto osądzają. proszę mi pomóc-powiedział Klient
-Ok, proszę mi wszystko opowiedzieć-powiedział Adwokat po czym klient wszystko dokładnie opowiedział zaczynając od-Wróciłem do domu po szesnastej, otworzyłem lodówkę i coś zjadłem po czym poszedłem do sypialni i tam znalazłem swoją żonę, leżała martwa na podłodze, przestraszyłem się i zadzwoniłem po policję, gdy oni to sprawdzili, kazali mi się spakować i jechać z nimi. Pojechałem, usłyszałem oskarżenia, kazali mi znaleźć sobie adwokata po czym mnie wypuścili i chyba dalej mnie śledzą''I to było tyle
-Spróbuję panu pomóc-odpowiedział Mateusz i spytał Filiana-spisałeś?
-Tak-powiedział Filian
Po chwili z biura wyszedł klient, a Mateusz wraz z Filianem zastanowili się czy warto jemu pomóc, gdy chcieli udzielić mu odpowiedzi znaleźli tylko trupa.
Po godzinach pracy Mateusz przybrał Czerwony kombinezon z rogami i pałkami i jako Daredevil ruszył na miasto szukać sprawiedliwości. Obiecał przecież temu facetowi, że zajmie się jego sprawą, tak też zamierzał zrobić, Po chwili natrafił na gang ludzi stojących obok kontenerów z których wydobywały się krzyki. Z tego co wyczuł było sześciu ludzi ciężko uzbrojonych. Daredevil powoli ich zdejmował, dopóki nie zostało dwóch. Zaczeli strzelać wokół siebie, uważając na siebie.
-Pokaż, się!-krzyczeli-pokaż się dupku, do cholery, pokaż się!
Daredevil po czekał chwilę po czym wyciągnął swoje pałki i rzucił nimi im prosto w głowę, zemdleli. Diabeł Stróż ruszył w stronę kontenerów i je otworzył ze środka wyskoczyły kobiety i uciekły daleko przed siebie. Diabeł stróż w tym czasie skontaktował się z policją i podał im miejsca pobytu handlarzy ludzi, po czym zniknął z miejsca. Daredevil ruszył dalej przeglądać miasto, przy okazji usłyszał jakąś rozmowę, była to rozmowa o jego kliencie.
-Pan X nie żyję, teraz zapłata-powiedział jeden z facetów
-Ciało?co z nim zrobiłeś?-spytał drugi
-Zostawiłem-powiedział pierwszy
-Debil-powiedział drugi i wyciągnął spluwę z kieszeni celując temu pierwszemu w głowę po czym strzelił i schował ciało zabitego do worka, po czym do auta. Daredevil ruszył za autem w stronę lasu.
Tam widział jak morderca zakopuję ciało i odjeżdża. Diabeł stróż oczywiście ruszył za nim na dachu samochodu. Po chwili dojechali do dużego mieszkania, gdzie ten facet, pracował dla nieznanego w mediach Człowieka. Mężczyzna wyszedł z samochodu i zadzwonił do drzwi, Daredevil natomiast schował się w krzakach. Drzwi otworzył wysoki łysy masywny facet w zielonym szlafroku
-Wchodź Robert-powiedział i wpuścił mordercę do środka.
Daredevil popatrzył się przed siebie i wskoczył na balkon budynku po czym wszedł po cichu do domu nie robiąc żadnych szkód. Stróż ruszył podsłuchać rozmowę olbrzyma z Robertem.
Nie wyszło jednak po jego pomyśle i został za atakowany przez ludzi olbrzyma.
Daredevil znalazł się w wielkich opałach, wszyscy atakujący byli uzbrojeni w karabiny, a było ich
dziesięciu. Daredevil popatrzył wokół siebie, a potem do góry i zauważył wielki żyrandol.Rzucił swoją pałką w żyrandol i go rozbił po czym skoczył w bok. Żyrandol ściągnął atakujących do dołu, a Daredevil stanął twarzą w twarz z olbrzymem...
Fantastyczna Czwórka#3
Tomasz tłukł Ryszard po twarzy, dopóki Jan i Sandra go od niego nie oderwali. Nie wiadomo do czego by doszło gdyby nie ich interwencja.
-Puście mnie!-krzyknął Tomasz- Niech ma za swoje!-krzyczał dalej
-Zostaw go już Tomek, dobrze?-spytała Sandra
-Nie!nie widzisz jak ja teraz wyglądam?to wszystko przez niego, zabije go za to-I ponownie rzucił się na Ryszarda ten jednak zdołał przedrzeć się pod jego nogami i stanąć na własne
-Przepraszam was za to, ale musicie mnie wysłuchać-powiedział Ryszard
-Pieprz się i tak cie w końcu dorwę i zabiję-powiedział rozłoszczony Tomasz
-Dobra,nie zasłużyłem może na Sandrę, przyznaję się, ale chcę wam pomóc, to moja wina, że tu trafiliśmy-powiedział Ryszard
-Wiadomo, że twoja- odrzekł Jan z Sandrą
-No...I?-spytał Tomasz-Co zamierzasz, pilot przecież jest cały rozpieprzony
-Pilot, owszem ale ja mam sposób, tylko musicie mnie wysłuchać-powiedział Ryszard-Zanim tu dotarłem, trafiłem na starca, pomogłem mu, a on w nagrodę mnie tu teleportował, są więc szansę, że jak znajdziemy go ponownie on teleportuję nas do domu
-Jak?-spytał szybko Jan
-Pójdziemy przed siebie, odnajdziemy szeroki mur i małą chatkę i bingo-powiedział Ryszard
-To, przecież jak szukanie igły w stogu siana-stwierdziła Sandra- To nie ma szans się udać
-Spróbujmy-nalegał Ryszard
-Jak nas wrabiasz...to cię zabiję-powiedział stanowczo Tomasz
-100%powagi,obiecuję,byłem debilem że nas tu przysłałem, żałuje tego-powiedział Ryszard-idziemy?
-Prowadź, Idioto-powiedział Tomasz, po czym ruszyli w drogę, szli przed siebie bardzo długo.
Muru nie było widać dopóki nie pojawił się równo im przed oczami wraz z domkiem, Tak poprostu się pojawił.
-Witam, ponownie synu-powiedział starzec który był cesarzem
-Witaj-powiedział Ryszard
-Co sprowadza cię tu ponownie?-spytał starzec
-Chcemy wrócić do domu-powiedział Ryszard
-Aha,na ziemię?-spytał Starzec
-Tak...-powiedział smutno Ryszard
-To będzie bardzo łatwe, ale musicie najpierw coś zrobić-powiedział starzec
-Co?-spytali wszyscy chórem
-Odnaleźć Owoc Prawdy, a potem mnie-powiedział Starzec i zniknął wraz z murem i domem
-Gdzie mamy go znaleźć?-spytał Ryszard
-To już jest wasze zadanie-usłyszał głos w głowie
-Gdzie on do cholery się podział?-spytał Tomasz
-znikł...więcej ci nie powiem-powiedział Ryszard
-No to chodźmy szukać-powiedział po chwili Jan bojąc się że zaraz znów Tomasz rzuci się na Ryszarda i stanie się coś złego.
I tak rozpoczęły się poszukiwania owocu prawdy...
Koniec Części III
Pozdrawiam
-Puście mnie!-krzyknął Tomasz- Niech ma za swoje!-krzyczał dalej
-Zostaw go już Tomek, dobrze?-spytała Sandra
-Nie!nie widzisz jak ja teraz wyglądam?to wszystko przez niego, zabije go za to-I ponownie rzucił się na Ryszarda ten jednak zdołał przedrzeć się pod jego nogami i stanąć na własne
-Przepraszam was za to, ale musicie mnie wysłuchać-powiedział Ryszard
-Pieprz się i tak cie w końcu dorwę i zabiję-powiedział rozłoszczony Tomasz
-Dobra,nie zasłużyłem może na Sandrę, przyznaję się, ale chcę wam pomóc, to moja wina, że tu trafiliśmy-powiedział Ryszard
-Wiadomo, że twoja- odrzekł Jan z Sandrą
-No...I?-spytał Tomasz-Co zamierzasz, pilot przecież jest cały rozpieprzony
-Pilot, owszem ale ja mam sposób, tylko musicie mnie wysłuchać-powiedział Ryszard-Zanim tu dotarłem, trafiłem na starca, pomogłem mu, a on w nagrodę mnie tu teleportował, są więc szansę, że jak znajdziemy go ponownie on teleportuję nas do domu
-Jak?-spytał szybko Jan
-Pójdziemy przed siebie, odnajdziemy szeroki mur i małą chatkę i bingo-powiedział Ryszard
-To, przecież jak szukanie igły w stogu siana-stwierdziła Sandra- To nie ma szans się udać
-Spróbujmy-nalegał Ryszard
-Jak nas wrabiasz...to cię zabiję-powiedział stanowczo Tomasz
-100%powagi,obiecuję,byłem debilem że nas tu przysłałem, żałuje tego-powiedział Ryszard-idziemy?
-Prowadź, Idioto-powiedział Tomasz, po czym ruszyli w drogę, szli przed siebie bardzo długo.
Muru nie było widać dopóki nie pojawił się równo im przed oczami wraz z domkiem, Tak poprostu się pojawił.
-Witam, ponownie synu-powiedział starzec który był cesarzem
-Witaj-powiedział Ryszard
-Co sprowadza cię tu ponownie?-spytał starzec
-Chcemy wrócić do domu-powiedział Ryszard
-Aha,na ziemię?-spytał Starzec
-Tak...-powiedział smutno Ryszard
-To będzie bardzo łatwe, ale musicie najpierw coś zrobić-powiedział starzec
-Co?-spytali wszyscy chórem
-Odnaleźć Owoc Prawdy, a potem mnie-powiedział Starzec i zniknął wraz z murem i domem
-Gdzie mamy go znaleźć?-spytał Ryszard
-To już jest wasze zadanie-usłyszał głos w głowie
-Gdzie on do cholery się podział?-spytał Tomasz
-znikł...więcej ci nie powiem-powiedział Ryszard
-No to chodźmy szukać-powiedział po chwili Jan bojąc się że zaraz znów Tomasz rzuci się na Ryszarda i stanie się coś złego.
I tak rozpoczęły się poszukiwania owocu prawdy...
Koniec Części III
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)